niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 12

*Dzień później*
Postanowiłam nie zagłębiać się w rzeź dziejącą się później. Miałam tylko jeden warunek. Nina ma przeżyć.  Moje usilne błagania na szczęście zostały wysłuchane ,a później ekipa podrzuciła bomby do willi Diazów i wszystko poszła z dymem. Tak przynajmniej było widać i taką mieliśmy nadzieję.
Później prywatnym samolotem wróciliśmy do domu. Mój umysł był przeciążony. Co chwilę przed moimi oczami pojawiały się obrazy z minionego dnia. To było zdecydowanie za dużo.
 Od razu po powrocie do domu wypiłam dwie butelki szkockiej. Czuje się tak jakby wszystko się posypało ,choć tak wcale nie jest. Było bardzo blisko ,ale się udało. Cały dzień leżałam w łóżku tępo wpatrując się w sufit.  Louis kilka razy był u mnie ,ale nie podejmował ze mną rozmowy.
Gdy po raz kolejny wparował do pokoju tym razem podszedł do łóżka i położył się obok mnie.
-Co się dzieje? - zapytał.
-Nie mam pojęcia, nie wiem dlaczego ,ale cały pobyt w Hiszpanii to było za dużo.
-Brałaś te tabletki?
Pewnie teraz wszyscy będą uważać mnie za wariatkę ,ale kiedy zmarł mój chłopak wpadłam w ciężką depresję i lekarz przepisał mi tabletki 'na gorsze dni'.
Pokręciłam przecząco głową ,a chłopak wstał i wyszedł ,a po chwili wrócił ze szklaną wody i tabletkami.
-Dziękuje Lou - uśmiechnęłam się lekko.
-Bierz powinno być lepiej.
Szybko połknęłam piguły i położyłam się spać.
-Odpocznij sobie ,jutro będziesz jak nowa - powiedział Louis i wyszedł.
 Ja szybko oddałam się w objęcia Morfeusza.

*Rano*
Obudziły mnie dźwięki mojej ulubionej piosenki 'Dangerous' Davida Guetty.

'You take me down

Spin me around

You got me running all the lights'


Moje powieki lekko się uniosły i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dzwonił Lou.
-Czego chcesz braciszku? - zapytałam odbierając.
-Słyszę ,że humorek się poprawił.
-Jasne ,a teraz mów po co dzwonisz,
-Co chcesz na śniadanie królewno?
-Cokolwiek do zjedzenia ,bo jestem głodna.
-Ok, za 10 minut zejdź na dół.
Rozłączyłam się i powędrowałam do łazienki na szybki prysznic. Później ubrałam się w ten zestaw i zbiegłam do kuchni ,gdzie ujrzałam Lou siedzącego za stołem zastawionym różnymi pysznościami.
Szybko zjadłam śniadanie i postanowiłam wybrać się na zakupy.
Cały dzień spędziłam na zakupach w galerii. Kupiłam kilka nowych ciuchów i produkty spożywcze do lodówki ,która ostatnio zaświeciła pustkami.
Do domu wróciłam pod wieczór. W salonie spotkałam Lou i El.
-Nie przeszkadzajcie sobie - powiedziałam.
-Co tam u ciebie Angel? - zapytała El.
-Jest ok, ja już sobie pójdę.
Rozpakowałam zakupy i poszłam do swojego pokoju. Chwile po przekroczeniu progu pokoju dostałam SMS'a od Liama :
Potrzebna ekipa na wyścigi od zaraz, stare magazyny na obrzeżach  Xx

Szybko przebrałam się w wygodniejsze ubrania i ponownie zawitałam do salonu. Widać ,że Louis też przygotowuje się do wyjścia.
-Zabierz ze sobą pistolet ,bo może się przydać - powiedział brat.
-Ok
Po drodze do garażu zabrałam dwa pistolety i wsiadłam do swojego Audi.
Na miejscu byłam około pół godziny później. Zebrało się już sporo osób. Wyruszyłam w poszukiwaniu jakieś znajomej twarzyczki. W tłumie dostrzegłam Liama ,głównego kierownika tego zamieszania. Po przedarciu się przez tłum zapytałam go:
-O co chodzi ??
-Jakieś zjeby wyzwały nas na wyścigi i oto jesteśmy tutaj.
-To kiedy zaczynamy?
-Louis zaraz się zjawi to zaczniemy.
-Okej.
W drodze powrotnej do mojego samochodu zostałam zaczepiona przez jakiegoś chłopaka.
-Co taka piękna istotka robi w tak niebezpiecznym miejscu?
-Nieważne.
Usłyszałam znajome głosy ,mówiące o rozpoczęciu wyścigu.
-Muszę iść
Rozpoczynamy zabawę proszę państwa !!


~*~
Chciałabym przeprosić i podziękować za wszystko. 
Blog ma coraz więcej nowych wyświetleń ,ale mało komentarzy.
Chciałabym zobaczyć waszą obecność ,że jesteście i czytacie to.
Przypominam ,że jest możliwość komentowania z anonima 

<3

Szablon by Selly